Orzeł wylądował. Jest Manila, jest Alvin, jest gorąco

Manila  - widok z pokoju hotelowego "Tune hotel"
Manila - widok z pokoju hotelowego "Tune hotel" Fot. Krzysztof Majak / naTemat.pl
Sporo osób lubi latać samolotem, ja dotychczas też tak sądziłem. Do czasu. Jeśli ktoś z Was będzie wybierał się na Filipiny, musi przygotować się na naprawdę długą i wyczerpującą podróż.

Do Manili dotarłem wczoraj ok. 23.00 czasu miejscowego, w Polsce była wtedy 17.00. Z tego co czytam, w Warszawie też było wyjątkowo gorąco, ale tu jest przynajmniej więcej słońca. Z lotniska pojechałem właściwie prosto do hotelu Tune, który bez wahania mogę polecić. Jest czysto i mają klimatyzację, co wcale nie jest taką oczywistością. Koszt pokoju to 1970 peso, czyli niecałe 150 zł za dwie osoby. Dwie, bo na lotnisku odebrał mnie mój przewodnik – Alvin.
Jeśli będziecie wybierać się na Filipiny z Polski, z dużym prawdopodobieństwem będziecie podróżować tą samą (lub zbliżoną) trasą, co ja. Wylatuje się do jednej z europejskich stolic, gdzie czeka nas kolejna przesiadka – ja podróżowałem przez Amsterdam. W Holandii byłem ok. 15.00, niecałe trzy godziny później mój kolejny samolot wylatywał do Pekinu. Przyznam, że na moment zamarłem, gdy kontrola zapytała mnie o wizę do Chin. Zacząłem tłumaczyć, że jej nie potrzebuję, ale oni nie zauważyli, że lecę docelowo do Manili. Wiza w przypadku przesiadki oczywiście nie jest potrzebna, więc, kiedy wszystko się wyjaśniło, wpuścili mnie na pokład samolotu.

W Pekinie byłem o 10.00 rano czasu miejscowego. Jeśli ktoś, tak jak ja, nie spędził nigdy 10 godzin w samolocie, podróż może wydać mu się trochę męcząca. Na szczęście nie do przesady. W Chinach miałem 6-godzinną przesiadkę i w tym czasie można było opuścić lotnisko. Tak naprawdę jednak wychyliłem jedynie nosa i zrobiłem sobie krótki spacer. Nie ma za bardzo czego oglądać, a z tyłu głowy cały czas jest myśl, aby się nigdzie nie zgubić i wrócić na czas.
Po dość szczegółowej kontroli na lotnisku w Pekinie, czeka nas lot do Manili. Ale nie było to ostatnie lotnisko w drodze na Filipiny. W międzyczasie samolot zatrzymał się jeszcze na kilkudziesięciominutową przerwę techniczną techniczną w Xiamen. Ostatnia część podróży z Xiamen do Manili trwa około 2 godziny.

Xiamen to ostatni przystanek przed Filipinami.

W czasie podróży spotkałem kilku Polaków. Łukasza, który spędzi urlop u poznanych w czasie pracy w Wielkiej Brytanii Filipińczyków oraz Piotrka, który podobnie jak ja (choć ja dotrę tam w piątek), zmierzał do Siquijor.

Po wylądowaniu w Manili już na lotnisku czuć było wysoką temperaturę. Ale w końcu to jej szukają tutaj turyści z całego świata. Dopadli mnie oczywiście lokalni naganiacze, którzy chcieli naciągnąć mnie na hotel, taksówkę lub pomoc w czymkolwiek. Oczywiście należy ich unikać, bo ceny które proponują są kilkukrotnie zawyżone. Na mnie czekał umówiony wcześniej przewodnik, z którym pojechałem właściwie od razu do hotelu, zahaczając jedynie o kantor.

---------------------------------------------------------------------------------------------
Jest godzina 9:25 rano i pierwsza noc na Filipinach już za mną. Przed chwilą dzwonił do mnie Paweł Usarek, który pokaże mi jak wygląda życie biznesu i miejscowych korporacji w Makati. To będzie pierwsza część Manili - na bogato. Drugą zaś pokaże mi Alvin, który obiecał zabrać mnie na przedmieścia, gdzie mieszka jego wujek - Towerville San Jose del monte Bulacan.
Trwa ładowanie komentarzy...